Z uwagą śledziłem relacje z tegorocznego Genconu. Chciałbym podzielić się z wami kilkoma refleksjami, jakie mi się nasunęły.
Ennies a gry niezależne
Nominacje do nagrody Ennies pokazały, że gry niezależne mogą na równych prawach konkurować z produktami korporacji. Nie potrzeba olbrzymich pieniędzy ani wsparcia korporacji, aby tworzyć gry, które trafiają na podium. Technologia druku na żądanie oraz dobre i niedrogie (lub wręcz darmowe) programy do składu powodują, że koszta produkcji gry radykalnie spadły i każdy może teraz spróbować swych sił na tym poletku.
Oznacza to także, że koszt pomyłek jest niewielki. Można swobodnie próbować eksperymentować na polu RPG, nie inwestując w niepewny biznes góry pieniędzy. Nawet ludzie w dużych wydawnictwach będą mogli otwierać eksperymentalne linie, nie bojąc się utraty posady za ogromne straty, na jakie narazili firmę. Mam nadzieję, że wkrótce na rynku zobaczymy jakieś ruchy w tę stronę.
Ekonomia
Z wielu miejsc można było usłyszeć komentarze, że na Genconie nie było widać śladów kryzysu. Paizo musiało ustanowić limit 6 sztuk Pathfinder RPG na klienta, a przecież ta gra kosztuje 50$. Na twitterze co rusz pojawiała się wiadomość, że taki-to-a-taki system właśnie się kończy, i jeśli ktoś chce kupić, to ma szybko gnać na stoisko (dotyczyło to zwłaszcza gier niezależnych). I chwilę później kolejna wiadomość oznajmiała, że zapas wzięty na Gencon został wyczerpany.
Gry, nawet drogie planszówki, mają dobry stosunek ceny do jakości rozrywki. Kosztują mniej lub porównywalnie z grami konsolowymi, a zapewniają dłuższą rozrywkę, w dodatku w gronie przyjaciół. Dochodzące mnie informacje o wynikach sprzedaży pokazują, że gracze chętnie wydają pieniądze na gry. Nie wydaje się, aby ten rynek miał się w najbliższym czasie załamać.
WFRP 3e
Początkowo podchodziłem sceptycznie do nowej edycji Warhammera RPG, ale po poczytaniu dostępnych informacji i po przemyśleniu sprawy, dochodzę do wniosku, że jest to dla mnie wydarzenie nr 1 roku 2009.
Po pierwsze, Fantasy Flight Games podejmuje próbę odświeżenia formuły RPG. Próbując mariażu z planszówkami, FFG chce wziąć z gier planszowych to, w czym są dobre, czyli jawną, zawartą w widocznych i dotykalnych elementach mechanikę, a grom fabularnym pozostawić ich istotę, czyli opowieść. Niech mechaniką będzie się można bawić jak w planszówce – rozłożyć na stole karty, zaznaczyć co trzeba żetonami, użyć specjalnych kości do specjalnych efektów. Jako osoba, która nie jest w stanie spamiętać reguł większości systemów, w które gram, z radością przywitam grę, w której większość reguł, które będą mi potrzebne, znajdę na stole, gotowe do użycia. O ileż to wygodniejsze, niż wertowanie podręcznika. Blisko stąd do różnych pomysłów krążących w środowisku indie.
Po drugie, dzisiejsze RPG nie wyglądają jak gry, tylko jak książki. Aby zainteresować się grą fabularną w sklepie, trzeba wiedzieć, czego szukać. Nowy Warhammer ma wyglądać jak gra. Nie przypadkiem w złotej epoce RPG sprzedawano je w pudełkach, z figurkami i innymi gadżetami. Moim zdaniem to nie dziedzictwo gier bitewnych, ale właśnie boxy (i towarzyszące im reklamy TV) ukształtowały stereotyp, że do RPG potrzebne są figurki. Teraz FFG chce, aby gry RPG trafiły na należne im półki w sklepach (w dziale z grami, nie w dziale z książkami), aby rodzicie, ciotki i dziadkowie, szukając prezentów dla dzieci, mogły na nie trafić.
Po trzecie, wydaje mi się, że takie rozwiązanie zmniejszy hermetyczność RPG, będzie można pokazać nowym graczom, jak się gra, zamiast jedynie opowiadać. W dalszym ciągu nie będzie planszy, ale planszy nie ma także w Fasolkach czy Cytadeli. Każdy z nas chyba spotkał się z pełnym niedowierzania zapytaniem “Mam przeczytać to wszystko, żeby zagrać?”, kiedy próbowaliśmy kogoś przekonać do spróbowania RPG-ów. Kolorowy box pełen fajnych kart, kostek i żetonów spowoduje, że gra będzie wyglądać na “normalną”.
Po czwarte wreszcie, co ważniejsze dla wydawcy niż dla graczy, FFG próbuje znaleźć model, w którym firma będzie mogła godziwie zarabiać na dodatkach. W obecnej sytuacji sprzedają się głównie podręczniki podstawowe, zaś pieniądze z dodatków płyną jedynie cieniutką stróżką. Jeśli suplementy będą dawały graczom konkretną, namacalną wartość (czytaj: radochę z grania), mogą stać się konkretną pozycją na kwartalnym zestawieniu sprzedaży. Oczywiście o ile FFG nie zacznie wydawać głupich dodatków typu “6 nowych kości dla Szczurołapów”.
Podsumowanie
Wieści, relacje i filmy, jakie docierały do mnie z Genconu, napełniają mnie optymizmem. Nawet kiepska sytuacja ekonomiczna braci zza oceanu nie powstrzymała ich, aby wydawać grube sumy na gry. Firmy – oraz niezależni twórcy – próbują zmienić coś w mającej już ponad 30 lat rozrywce. Myślę, że nie możemy na tym wyjść źle.

Darken
20 Sierpień, 2009
@ 11:11:
‘Kolorowy box pełen fajnych kart, kostek i żetonów spowoduje, że gra będzie wyglądać na “normalną”.’
Ano. Brak fizycznych elementów w RPG jest chyba jedną z największych barier dla nowych graczy.
Yubi
21 Sierpień, 2009
@ 1:06:
Tak. Nie ma planszy, nie ma kart, nie ma żetonów… Nie myślałeś, żeby to polskiego TSOY zrobić np. klucze i sekrety na kartach?
Ulmo
22 Sierpień, 2009
@ 23:42:
Tak, zdecydowanie nowy Warhammer mógłby być pierwszą edycją, którą będę bardzo mocno zainteresowany (do tej pory, ten system mnie nie pociągał zbytnio
. Ten mariaż planszówki z RPG’iem, tak jak wspomniał Yubi, niczym odkrywczym nie jest. Jednak sposób, w jaki FFG odświeża ten pomysł sprzed lat zapowiada nam sporą rewolucję w myśleniu o RPG jako zabawie.
Po obejrzeniu filmików z prezentacji genconowej (http://www.fantasyflightgames.com/ffg_content/wfrp/3_media/wfrp3seminar.html), powiedzieć mogę jedno – okrutnie się napaliłem na sposobność sprawdzenia w praktyce tych rozwiązań.
Staszek
23 Sierpień, 2009
@ 11:00:
Dzięki za wpis! Optymistyczny, ale i rzeczowy, przeczytałem z uwagą i zainteresowaniem.
Zgadzam się w szczególności co do Warhammera, bo też nigdy nie umiałem spamiętać tych wszystkich zasad. Życie jest za krótkie, żebym znał podręczniki na pamięć.
Komix
23 Sierpień, 2009
@ 22:27:
Ciekawy tekst. Miło słyszeć, że gdzieś RPG ma się dobrze. Co do Warhammera to może być nawet fajny. Zawsze lubiłem panszówki związane z grami fabularnymi. Zresztą plansze, kości, figurki postaci to korzenie RPG. Szczerze mówiąc chciałbym żeby spróbowali takiego eksperymentu z Dark Heresy albo nadchodzącym Rogue Traderem.
No i nie ma to jak namacalność. Ja sam zacząłem przygodę z RPG kupując Magię i Miecz myśląc, że to dodatki do Magicznego Miecza planszowego:P
Deckard
30 Sierpień, 2009
@ 13:17:
Coś mało tych detali, posłuchaj podcastów – z samego genconu jest co najmniej dwadzieścia audycji.
Sukcesy promocyjne:
*Pathfinder,
*Rogue Trader,
*Eclipse Phase,
*Geist.
Eventy:
*25-lecie Battletecha,
*20-lecie Shadowruna (oba tytuły w rekach Catalyst Games),
*ślub.
Branża niezależna:
*Pirate Jenny booth,
*forge (ci od forum nie Polacy) nie sprzedaje już gier razem z Indie Press Revolution – efekt: forge skutecznie promuje Serial Homicide Unit i parę innych gier, autorzy sprzedający gry w IPR sprzedawali je również na własnych stoiskach (czyli IPR prawdopodobnie ponownie nie wypracuje przychodu z budki),
*BWHQ sprzedawało Mouse Guarda i Bloodstained Stars,
*wyszedł dodatek o magii do Trail of Cthulhu,
*Jared Sorensen wydał Action Castle,
*Ken Hite wydał Day After Ragnarok.
Inne:
*Margarett Weiss (wydawca Serenity RPG) wydało kolejny serialowy rpg: Supernatural,
*dużo buzzu wokół Champions Online,
*wyszła 6 edycja Hero System.
To tak od ręki
“Nie potrzeba olbrzymich pieniędzy ani wsparcia korporacji, aby tworzyć gry, które trafiają na podium. Technologia druku na żądanie oraz dobre i niedrogie (lub wręcz darmowe) programy do składu powodują, że koszta produkcji gry radykalnie spadły i każdy może teraz spróbować swych sił na tym poletku.
Oznacza to także, że koszt pomyłek jest niewielki. Można swobodnie próbować eksperymentować na polu RPG, nie inwestując w niepewny biznes góry pieniędzy. Nawet ludzie w dużych wydawnictwach będą mogli otwierać eksperymentalne linie, nie bojąc się utraty posady za ogromne straty, na jakie narazili firmę. Mam nadzieję, że wkrótce na rynku zobaczymy jakieś ruchy w tę stronę.”
W skrócie – bzdura.
Do Ennies gry zgłaszają fani i to fani głosują (głosowałeś w ogóle?) – aby do nich dotrzeć, musisz zrobić buzz, mieć markę i sprzedawać do oporu. BWHQ pracowało na sukces kilka lat, praktycznie angażując na pełen etat 6-10 osób – to właśnie owocuje sukcesem Burning Wheel, Burning Empires i Mouse Guard. Dopiero po takim nakładzie pracy i lat BWHQ jest w stanie utrzymać jedną osobę, oczywiście Luke & crew cały czas muszą myśleć nad nowymi tytułami.
Dalej, Ennies to przejściowa sława – może podbić Ci troszeczkę sprzedaż (podobnie jak ORIGINS AWARD), ale tylko w relatywnie krótkim okresie czasu. Innego profitu za miejsce na podium nie ma, po prostu.
Gry niezależne – zapytaj na Story Games dlaczego w tym roku niemal nikt z tej ponad stuosobowej społeczności twórców nie pojechał na Gen Con. Ano dlatego, że w 2007 i 2008 kupa ludzi wypuściła się z własnymi grami myśląc, że sprzedadzą setki egzemplarzy i zdobędą laury itp – efekt: obok BWHQ (które przebiło się już do strefy małych wydawców) tylko paru sprzedało więcej, niż 20 egzemplarzy; reszta poniosła ogromne jak na ich budżety straty finansowe i ma urażone ego do dnia dzisiejszego.
Software – cytując Luke’a, “jest jeden program: InDesign”. Na który musisz mieć licencję, jeżeli sprzedajesz później produkty nim przygotowane. W branży wydawniczej nie używa się innego oprogramowania.
Yubi
30 Sierpień, 2009
@ 20:56:
“Coś mało tych detali, posłuchaj podcastów – z samego genconu jest co najmniej dwadzieścia audycji.
(…)
To tak od ręki.”
Nie rozumiem. Oczekiwałeś pełnej relacji z GenConu? Jak zaznaczyłem, napisałem o kilku rzeczach, które zwróciły moją uwagę. Osobiście np. stanowisko kobiet-twórców gier uważam za kuriozum, nie za wydarzenie warte roztrząsania. Napisałem o tym, co subiektywnie uważam za interesujące.
Dalej.
Oczywiście, że BWHQ pracowało sobie na markę kilka lat. BEZ pieniędzy korporacji, nie mając ludzi, którym płacą za marketing, promocje itd. I to była moja teza. Nie potrzebujesz wielkich pieniędzy, co nie znaczy, że nie musisz w to włożyć pracy. Musisz. Bardzo dużo.
Evil Hat też sobie pracowało na pozycję kilka lat. Jak i Wolfgang Bauer. Chad Undercoffler. Załoga All Games Considered. Ale np. Mythmere Games o wiele krócej. I też znaleźli się na podium. Wszyscy oni to fani, którzy (w większości) utrzymują się z czegoś innego. I fani doceniają to, co robią inni fani. Nie kupują tylko i wyłącznie rzeczy, za którymi stoją duże firmy. To jest dla mnie wiadomość, którą wysłały w świat tegoroczne Ennies.
Zaś gierki ludzi ze Story Games to nisza. Uwielbiam je i gram w nie dosyć często, ale zdaje sobie doskonale sprawę, że nigdy nie zdobędą nawet ułamka popularności D&D czy Świata Mroku. I jeśli ich autorzy jechali w poprzednich latach na Gencon licząc, że podbiją rynek, to musieli żyć w świecie fantazji.
Deckard
31 Sierpień, 2009
@ 2:41:
Pirate Jenny – nie, to nie jest kuriozum tylko jedyne rozsądne wyjście dla kilku designerek aby 1. zaoszczędzić na kosztach, 2. nie polegać na IPR, 3. podpiąć się pod fejm Emily Care Boss, która choć kojarzona z indieghettem mimo wszystko robi dobre gry (w tym roku sprzedawała alfę Signs of Strangers – gry nad którą pracowała dwa lata).
“Nie rozumiem. Oczekiwałeś pełnej relacji z GenConu? Jak zaznaczyłem, napisałem o kilku rzeczach, które zwróciły moją uwagę.”
Zerknij na pierwsze zdanie swojego wpisu – ot mnie zastanowiła niekonsekwencja
“Oczywiście, że BWHQ pracowało sobie na markę kilka lat. BEZ pieniędzy korporacji, nie mając ludzi, którym płacą za marketing, promocje itd. I to była moja teza.”
No właśnie w tym problem, że promocją zajęli się tacy ludzie, jak Iskander i Thor, czyli osoby siedzące w branży medialnej (że o Luke’u nie wspomnę). A kasę wkładał Luke, zapytaj go jak wiele poświęcił. Mit o wydawaniu bez nakładów… to mit. Żadnej firmy nie stać na wydawanie gry w próżnię i łudzenie się z sukcesem – Paizo badało rynek bardzo uważnie, podobnie Catalyst – a są to właściwie dwaj główni buzzerzy tegorocznej edycji.
“Nie kupują tylko i wyłącznie rzeczy, za którymi stoją duże firmy. To jest dla mnie wiadomość, którą wysłały w świat tegoroczne Ennies.”
Ale to żadne odkrycie – dla Ciebie czy fana z polski może i to jest coś ciekawego, ale dla amerykanina w żadnym razie. Tam małych wydawców było i jest od metra a mali zdobywali już różne ciekawe nagrody wcześniej (że przypomnę ORIGINS dla Burning Empires).
“jeśli ich autorzy jechali w poprzednich latach na Gencon licząc, że podbiją rynek, to musieli żyć w świecie fantazji.”
Nie, oni starali się zrealizować to, o czym napisałeś w swoim wpisie – możliwość wydania potencjalnie głośnego tytułu bez obawy o straty finansowe. Potem był już tylko pisk hamulców i sporo ognia.
Podcastowo: szczerze, każda z tegorocznych nominacji to kupa – AGC dostało nagrodę za 4 lata gdyż akurat Paul Tevis postanowił odpuścić z HGWT:FAFGM, Order 66 to jeden z nastu podcastów o d20, zaś nagrody dla Voice of the revolution nikt by nie przełknął (wszak to reklamówka produktów sprzedawanych w IPR). Zobaczymy jak w przyszłym roku, ale obawiam się, że podcasty albo nominacje za best rules znów będą bolały.
Jeżeli chcesz posłuchać dobrych audycji – 2d6 feet in random direction właśnie się zreaktywowało, podobnie durham 3. Zobacz na Independent insurgency (w tej chwili najlepszy podcast dot. gier indie), posłuchaj cannon puncture show i atomic array…
Yubi
31 Sierpień, 2009
@ 6:24:
Pirate Jenny – dokładnie tak. I dlatego nie uznałem tego za nic ciekawego.
“Zerknij na pierwsze zdanie swojego wpisu – ot mnie zastanowiła niekonsekwencja”
Widzę w tym zdaniu “kilka refleksji” – i w tekście jest kilka refleksji, z czego większość dotyczy WFRP 3ed. Nie widzę tam nic o dokładnej relacji z potencjalnie ciekawych wydarzeń Genconu.
Origins nie jest nagrodą publiczności. Co innego zdobyć uznanie innych twórców, co innego serca fanów.
Pieniądze – przyznasz, że jest różnica skali między korporacjami (WotC, WW, FFG), niedużymi wydawnictwami (Mangoose, Green Ronin) a firmami działającymi zupełnie na granicy opłacalości (BWHQ, Evil Hat).
Co do podcastów – nie wiem czemu chcesz mieć przekonać do słuchania audycji, których od dawna słucham. Czy mam tu pisać o wszystkim, co tam usłyszę? Serio pytam, bo może jest taka potrzeba w polskim internecie.
Deckard
31 Sierpień, 2009
@ 12:11:
@Pieniądze – nie wiem o co chodzi tymi “korporacjami”, czuję się trochę jak na zlocie antyglobalistów
FFG, WW to żadne ogromne firmy, w większości zlecają wszystko na zewnątrz a koordynują to właśnie ich ludzie, WotC co prawda jest liderem, ale to tylko spółka-córka wobec dużego gracza rynku rozrywkowego. Po prawdzie to średniej wielkości polskie wydawnictwo ma kilkukrotnie więcej premier, niż wszystkie marki Wizardów razem wzięte (i nie chodzi mi tu o śmiechu warty ryneczek fantastyki).
Przykro mi, że rozwiałem kolejny mit
@Podcasty – moja odpowiedź wynika z dwóch rzeczy: najważniejszej – Twój wpis stoi na bakier z tym, co można usłyszeć z tych i innych podcastów w ramach gencon wrap-up’ów; druga kategoria – pisałeś, że AGC zasłużyło… w porównaniu z wymienionymi to nie bardzo, nie mówiąc już o mnóstwie tych, których nie słucham a potencjalnie działają równie długo.
Yubi
31 Sierpień, 2009
@ 12:40:
Decardzie, nie rozwiewasz mitów. Nie mierzymy rynku RPGów tą samą miarą co normalnego biznesu. Yahtzee to nie gracz pokroju Coca Coli, Microsoftu czy General Motors. Niemniej jednak są w stanie zainwestować w produkt RPG sumę, której nie zainwestuje BWHQ czy Mythmere Games.
Wydaje mi się, że mój tekst można było zinterpretować następująco: byle kto może bez wysiłku wydać grę, która będzie konkurować z najlepszymi. Nie o to mi chodziło. Chciałem powiedzieć, że można trafić na podium wydając gry jako dodatkowe zajęcie, oprócz normalnej pracy.
@Podcasty. Zaraz, zaraz. Czy w tych innych podcastach mówią, że jedynie duże firmy (w skali rynku RPG, nie w skali gospodarki jako takiej) mogą konkurować o Ennies, że kryzys widać na Genconie i gracze nic nie kupują oraz że WFRP 3ed jest inicjatywą skazaną z góry na porażkę? To mówią w ramach podsumowań Genconu?
Seji
31 Sierpień, 2009
@ 20:12:
” Nie mierzymy rynku RPGów tą samą miarą co normalnego biznesu.”
Z jakiego powodu? Prawa rynku dzialaja inaczej?
Deckard
31 Sierpień, 2009
@ 21:57:
Ty nie mierzysz, ja mierzę. Dlatego będąc osobą wewnątrz branży wydawniczej mam spory ubaw czytając w polskiej sieci o wydawaniu czy dystrybucji nie tylko gier
“Chciałem powiedzieć, że można trafić na podium wydając gry jako dodatkowe zajęcie, oprócz normalnej pracy. ”
Można, Jazon Gwiazda Zaranna tak zrobił i już więcej nie próbuje. BWHQ czy Evil Hat przekształcili to w normalną pracę i wracają częściej na podium.
@Podcasty: nie wiem, przecież ich słuchasz
Poważnie – tak, komentarze są takie, że kilku buzzerów przyciągnęło klientów a reszta “może nawet nie przyniosła gorszych wyników, niż w zeszłym roku”. Poszukaj w Sieci, jak wyglądały finanse pogenconowe po edycji ‘08
Brennan Taylor z IPRu rozbił bank hasłem “IPR odniósł sukces, gdyż nasze gry są na wszystkich innych stoiskach”…
Yubi
31 Sierpień, 2009
@ 22:04:
Deckard: W takim razie cieszę się, że mogłem dostarczyć rozrywki. Pozostańmy na tym i let’s agree to disagree.
Seji: Proszę, nie wyrywaj zdań z kontekstu.
Zły Wilk
31 Sierpień, 2009
@ 23:11:
Uuu… Chyba przyszedł myśliwy i wygonił z lasu