RPGowcy.pl

RPG w całej swej krasie i rozciągłości, zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych.

  • Autor: Yubi
  • Opublikowano: 8 Grudzień, 2009
  • Kategoria: Opinie
  • Komentarze: 26

Klęska urodzaju

Tags: , , ,

Czyli nigdy już nie kupię gry RPG, za to bardzo potrzebuję czasopisma.

Gry fabularne, jak prawie żaden inny rodzaj rozgrywki, wymagają od uczestników prawie wyłącznie wyobraźni. Uczestnicy bawią się przede wszystkim tym, co powstało w ich głowach. MG bawi się wymyślając fabułę, otoczenie, bohaterów niezależnych, gracze zaś czerpią frajdę z tworzenia i odgrywania swoich postaci. Wszystko pozostałe – podręczniki, dodatki, gotowe kampanie – stanowią jedynie inspirację, zastrzyk kreatywności i pożywkę dla wyobraźni.

Jeśli spojrzymy na podręczniki RPG w ten sposób, okaże się, że rzadko który spełnia to zadanie. Bo niby w jaki sposób inspirować ma licząca kilkadziesiąt czy kilkaset pozycji lista zaklęć, a każde z nich można streścić jako “zabijasz wroga” abo “nie dajesz się zabić”? Jaką pożywkę dla wyobraźni stanowić ma lista umiejętności? Jak – na wszystkich bogów chaosu – pobudzić kreatywność opisem kilku tysięcy lat historii wymyślonego świata?

(Nie mówiąc już o tym, że sama nazwa – “podręcznik” – jest do bani. Podręcznik to książka, która zawiera coś, co należy wykuć przed klasówką lub egzaminem, a inspiruje nas tylko do przeklinania.)

Gry takie jak Neuroshima, Monastyr, Wolsung czy Houses of the Blooded stanowią nieliczne wyjątki. Podręczniki do każdej z nich spisano w takich sposób, że wystarczy otworzyć na dowolnej stronie, przeczytać akapit czy dwa i już chce się grać. I nieważne, że niektóre z nich mają tak skopaną mechanikę, że prawie nie da się grać. Potrafią nakręcić do tego stopnia, że zagryzamy zęby i gramy lub bierzemy mechanikę z innej gry.

I na tym to polega. Idealny materiał do RPG – czy to podręcznik, czy dodatek, czy cokolwiek innego – powinien dawać kopa do grania. Niczym ciasteczko z Alicji w Krainie Czarów, powinien mieć na sobie napisane “Zagraj we mnie” i być na tyle apetyczny, abyśmy nie mogli się temu oprzeć.

Skoro większość gier nie spełnia tego warunku, po co je kupować? Skoro do gry wystarcza nam wyobraźnia, po co te książki?

Ktoś powie: dla świata. “Świat tej czy tamtej gry jest świetny!” Naprawdę? Nie da się go podsumować jednym, dwoma zdaniami? Jest lepszy niż świat dobrej książki, dobrego filmu? Światy gier RPG są zazwyczaj jednowymiarowe i płaskie albo żywcem wzięte z innego medium.

Ktoś powie: dla zasad. “Nie chcę i nie umiem wymyślać zasad. Niech ktoś to zrobi za mnie.” W sieci szerokiej znaleźć można dziesiątki, jeśli nie setki gotowych mechanik. Jeśli dodamy do tego wersje demo czy “quick start”, dostaniemy mnogość gier, którą trudno ogarnąć. Coś dla siebie znajdą miłośnicy każdego typu rozgrywki: od przeróbek D&D (czy nawet samego SRD d20), przez systemy mające “symulować rzeczywistość”, nastawione na klimat filmowy, systemy z mechaniką tak minimalną, że mieści się na wizytówce, gry skrajnie narracyjne, po retro-klony gier, zdawało by się, dawno zapomnianych.

Darmowe systemy oraz własna wyobraźnia to wszystko, czego nam trzeba. Za inspirację może posłużyć nam wszystko: książki, filmy, własne pomysły… Przecież brak gry “Szerer RPG” nie powstrzyma nas przez zagraniem w świecie Ksiąg Całości. Nie potrzebuję oficjalnego podręcznika, aby poprowadzić kampanię w Dystrykcie 9 Johannesburga. No i oczywiście nikt nigdy nie napisze kampanii na podstawie moich pomysłów.

No właśnie, kampanie. Co z gotowymi kampaniami?

Dokładnie tak samo, jak z grami. Są kampanie genialne, kampanie-legendy… Oryginalny Ravenloft czy Beyond the Mountains of Madness. Z drugiej strony, są miernoty, taśmowe produkcyjniaki… Dlatego dla kampanii stosuję to samo kryterium oceny – czy daje mi kopa do grania? – z małym wyjątkiem: drugim pytaniem, jakie sobie zadaję, jest: czy łatwo to będzie poprowadzić? Najlepszym dla mnie formatem są szkice przygód. Pół strony lub strona tekstu, który krótko opisuje fabułę, przedstawia NPC i wspomina miejscówki, to wszystko, czego mi potrzeba. Po pierwsze, łatwo się ich nauczyć, po drugie, łatwo dorzucić własne wątki i postaci, a po trzecie – łatwo dostosować do własnej drużyny.

Nie przepadam za długimi opisami, skomplikowanymi intrygami czy rozbudowanymi miejscówkami. Nie tylko trudniej mi znaleźć czas, aby to wszystko uważnie przeczytać, to trudno mi się tego nauczyć. Zazwyczaj kończy się na tym, że i tak wypisuję sobie podsumowanie na pojedynczej kartce papieru. Przygotowanie zakupionej przygody zabiera mi więcej czasu, niż wymyślenie własnej. Ponadto, szkic przygody jest bardziej odporny na nieoczekiwane ruchy graczy. Nie będą mogli zburzyć misternego domku z kart, ponieważ tego domku w ogóle nie ma! Uważam, że Plot Point Campaign, znana z Savage Worlds, czy format zawiązków przygód z Wolsunga jest najlepszym sposobem prezentacji kampanii dla MG, który poprowadził już to i owo w swoim życiu.

Na zakończenie tej części tekstu otwarta kwestia, pożywka dla myśli, temat do rozważań: czy ruch retro-grania nie jest wyrazem tego samego rozczarowania nudnawymi podręcznikami? Grognardzi chcą grać jak grano na początku naszego hobby – wykorzystując jedynie cienką broszurkę z regułami, powoływano do życia całe fantastyczne światy, bez kolorowych ilustracji, bez stałego dopływu dodatków, bez reguł na każdą okazję. Społeczność retro-gamingowa wydaje się kipieć energią, wydając nawet regularnie magazyny pokroju Fight On.

***

Kiedy upadły w Polsce czasopisma RPG, powstała dziura, której aż do tej pory niczym nie zasypano. Z mojego punktu widzenia, urwał się nagle strumień inspiracji, dobrych pomysłów i rpgowych sztuczek. Nawet jeśli artykuły nie były przeznaczone do gier, w które grałem, nawet jeśli były słabe, w każdym numerze nieodmiennie trafiałem na COŚ. Ciekawy bohater niezależny, fajne miejsce, sprytna fabuła, inspirująca grafika czy prowokująca do myślenia opinia… Zawsze znalazło się coś, na co mogłem zareagować myślą “O! Ale fajne!”.

Internet nie zapewnia mi tego samego. Blogi dają każdemu możliwość publikowania czegokolwiek. W rezultacie otrzymujemy dziwaczną mieszankę opinii, prywatnego życia bloggerów, prawdziwych perełek, wspomnień i raportów z sesji. Blogosfera, mimo całego swojego bogactwa, na równi dostarcza smakowite kąski i zepsute jaja. Brak w niej selekcji edytorskiej, która odsiewałaby ziarna od plew.

Tego rodzaju kontrolę redakcyjną zapewniają – przynajmniej w teorii – serwisy tematyczne. Czy jednak publikacja na łamach któregoś z nich jest aż taką nobilitacją, aby autor miał dosyć siły i pokory, aby uparcie pracować nad tekstem? Przecież wystarczy kilka kliknięć, aby założyć własnego bloga, na którym nikt nie powie “Popraw ten tekst”. Co w takiej sytuacji ma zrobić biedny redaktor? Jak długo może wytykać błędy w tekście, zanim autor się zniechęci i sobie pójdzie?

Cóż począć może biedny rpgowiec, szukający dobrych tekstów, inspiracji, pomysłów i patentów? Cierpliwie przesiewać kanały RSS? Polegać na mądrości tłumów i wyłapywać linki na Bagnie lub Reddit?

Drodzy czytelnicy! Czy znacie w polsko- lub angielskojęzycznej sieci jakieś miejsca – blogi, serwisy, magazyny, fora – które nieustannie dostarczają wam inspiracji? Czy istnieją portale pokroju The Escapist, w całości poświęcone grom fabularnym? Wdzięczny będę za każde źródło, czy to darmowe, czy płatne.

P.S. Oczywiście deklaracji z tytułu nie należy traktować dosłownie. Kupowałem, kupuję i będę kupował gry RPG.

P.P.S. Po napisaniu tekstu, a przed jego opublikowaniem znalazłem u Ojca Kanonika tłumaczenie wizji Gygaxa z lat 70tych. Stanowi on niejako odpowiedź na pytanie postawione w artykule.

Tags: , , ,

26 Komentarzy do wpisu “Klęska urodzaju”


  1. Staszek
    8 Grudzień, 2009
    @ 22:35

    Po lekturze wpisu upewniłem się, że “Changeling: The Lost” jest systemem dobrym i wyjątkowym zarazem. :-)

    Pierwszy link (dość skromny, ale i dość ciekawy), który mi przyszedł na myśl: http://notebookofideas.blogspot.com/ . Pewnie dlatego, że chyba ma odchylenie wodziarsko-changelowe. ;-)


  2. nid
    8 Grudzień, 2009
    @ 22:43

    Prawdę mówiąc nie bardzo rozumiem twój problem, ale jeśli brakuje ci selekcji artykułów blogowych, możesz chcieć rozejrzeć się np. za Open Game Table, antologią tekstów blogowych. Aktualnie ktoś tam zbiera propozycje tekstów do drugiego tomu.


  3. Darken
    9 Grudzień, 2009
    @ 0:04

    “Gry takie jak Neuroshima, Monastyr, Wolsung czy Houses of the Blooded stanowią nieliczne wyjątki. ”

    Yubi, nie tak dawno napisałeś o InSpectres. Tłumaczysz gry typu Dryh albo Coldwar i co tam jeszcze w przyszłości.
    I nagle pociskasz ten tekst. Znając gry Indie możesz spokojnie stworzyć listę tytułów gier, o którym nie sposób stwierdzić, że są “klonami dnd”. Wydaje mi się, że masz konkretną wiedzą o takich grach, a piszesz jakby dla mas. PR czy coś?

    Magazyny były konkretną nobilitacją w środowisku, mogłeś pisać choćby tylko dla tego, że na konie coś znaczyłeś dla czytelników. Teraz nie widzę nawet tego, że Karczmarz jest traktowany z większym szacunkiem na Polterze, tylko dlatego, że wydano jego przygodę.

    Więc blogi nie są powodem rozprężenia uwagi fandomu. Magazyny nie mogą istnieć w formie takiej jak MiM czy Portal z uwagi na fakt, że kiedyś były praktycznie jedynym źródłem informacji o RPG w Polsce. Czasy się zmieniły, mamy internet.

    Posłuchaj sobie Podcasty:
    Sons of Kyros
    Theory from the Closet
    Narrative Control
    http://rpgpodcasts.com/


  4. omlet
    9 Grudzień, 2009
    @ 0:13

    Kurde, ostatnio nosiłem się z zamiarem napisania czegoś w podobnym tonie, ale jak widać nie zdążyłem ;)
    http://bialylew.blogspot.com – IMO jedyne dobre i naprawdę inspirujące miejsce w polskim internecie okołoerpegowym.
    jak lubisz oldschool to :http://grognardia.blogspot.com oraz http://batintheattic.blogspot.com, ale tego raczej nikomu nie palcem pokazywać ;)
    Pozdrawiam!


  5. Aureus
    9 Grudzień, 2009
    @ 0:30

    Czytaj książki. : )


  6. Yubi
    9 Grudzień, 2009
    @ 0:47

    @Staszek: dzięki, tego linku nie znałem.

    @Omlet: W drugim Post Scripcie jest nawet link do “Inspiracji”. :P

    @Aureus: Staram się. :-)

    @nid: OGT nabyłem niedawno na wyprzedaży :) , ale jeszcze nie zabrałem się za czytanie.

    @Darken:
    Wymieniam jako przykłady właśnie te a nie inne gry, bo stanowią w/g mnie dobry przykład inspirującego podręcznika. Większość indiańców, niestety, pokazuje lwi pazur dopiero, jak się w nie zagra. Uważam InSpectres za grę lepszą niż HotB (przyjmując założenie, że w ogóle można je porównywać), ale podręcznik HotB jest w/g mnie lepiej napisany, niż podręcznik IS. Sorensen jest lepszym designerem, ale Trzewik czy Wick są lepszymi pisarzami.

    Jak już wszedłem na ten temat: IMO autorzy indiasów za bardzo skupiają się na designie, a za mało na tym, żeby gra była po prostu fajna. Staram się dla Portala wyszukiwać gry, które mają inne haczyki niż same tylko rewolucje w mechanice (lub szerzej: strukturze rozgrywki).

    Sons of Cryos już nie nadają, niestety. Za to bardzo lubię Fear the Boot.


  7. omlet
    9 Grudzień, 2009
    @ 1:36

    Pytałeś o dobre miejsca w sieci to odpowiedziałem ;)
    Ale faktycznie, nie zauważyłem tego :D


  8. Darken
    9 Grudzień, 2009
    @ 2:14

    Sons ma 51 odcinków, jest czego słuchać.

    “Jak już wszedłem na ten temat: IMO autorzy indiasów za bardzo skupiają się na designie, a za mało na tym, żeby gra była po prostu fajna. Staram się dla Portala wyszukiwać gry, które mają inne haczyki niż same tylko rewolucje w mechanice (lub szerzej: strukturze rozgrywki).”

    Dla mnie gra ma działać na sesji. Jasne, rozumiem, że Portal chce sprzedawać gry i na tym zarabiać. Jednak ja po prostu chcę sobie w coś pograć i swoją wiedzę o grach czerpię z opinii innych osób, które w nią grały. I wtedy nie ma znaczenia jak napisany jest podręcznik (najwyżej mi to utrudni), bo liczyć się będzie to co jest na sesji, a nie co jest w podręczniku.


  9. Darken
    9 Grudzień, 2009
    @ 2:18

    A właśnie, może inaczej. Do czego Ci są potrzebne te inspiracje? Kiedy i jak je potem wykorzystujesz?
    Do tworzenia swoich gier?
    Do grania w inne gry?


  10. Jarl
    9 Grudzień, 2009
    @ 9:52

    Classic gamers i zjawisko OSR to odpowiedź / reakcja na parę rzeczy:

    - nostalgia; chęć powrotu do “klimatu” sprzed 30-35 lat, gdy było się dzieciakiem, nastolatkiem, etc.

    - rozczarowanie odmiennością i nieRPG-owością współczesnych gier fabularnych. Wiesz – grasz w coś kilkadziesiąt lat, i ktoś nagle próbuje wcisnąć Ci jakieś kolorowe gó**o pokroju D&D 3-4E mówiąc, że to to samo, a widzisz, że jest to coś kompletnie innego. I to się tyczy tak z 80% tytułów obecnych dziś na rynku. Stare RPG =/= dzisiejsze RPG.

    - dalszymi podziałami i pofragmentowaniem rynku, który zaczął się w dobie popkulturowego boomu RPG na poczatku lat 80-tych. Teraz nawet nie można powiedzieć, że są tylko Ejdiendowcy vs Runequeściarze, a jest to jedno i to samo hobby dla wszystkich. Podziałów jest znacznie więcej.

    - pokazanie, że do gry wystarczy 6 współczynników i 116 stron bardzo ogólnych porad jak w ogóle wyglądają ramy rozgrywki. Resztę robią książki (jak Ałreósik napisał) i inne źródła inspiracji. Settingi / “fluff” to wymysł po-boomowych lat 80-tych, a więc czasu, gdy RPG było wielomilionowym przemysłem, a nie tylko klubowym hobby. Sprawa prosta: w RPG zaczęły grać miliony dzieciaków, nastąpiła wymiana pokoleniowa – a przecież nie każdy, nawet stary i doświadczony wargamer, miał pomysł na fajną kampanię – więc bam, mamy potrzebę, to tworzymy produkt na jej zaspokojenie.

    — Tu jeszcze kilka słów: mi wystarczy dowolny generic bez ani jednej strony opisu świata – inspiracji nigdy nie czerpałem z opisów fabrycznych kampanii. Poza tym w old schoolowym RPG chodzi o to, że za każdym razem, gdy rozpoczynasz nową “adventure path” lub nową grupę awanturników, tworzysz właściwie cały świat od podstaw i na nowo – pojęcie pojedynczego / bazowego “settingu” nie istnieje, jest to u samych podstaw coś w rodzaju wieloświata, którego poszczególne światy nie są ze sobą połączone, a istnieją tyle, ile istnieje określona ekipa, dłuższy wątek, etc. Grupa pada, pomysł się kończy – zmieniamy cały świat na inny – np. świeżo stworzony. Temu generic, nawet nowoszkolny, jest bliżej old school RPG, niż jakikolwiek podręcznik napisany w stylu: zasady + świat. Ohydztwo. ;)

    - old school gaming służy wskrzeszeniu idei wymyślania i dzielenia się własnymi pomysłami i zasadami, bez oglądania się na trendy rynkowe i niezależne od oficjalnych storylinii / stuffu. Jak napisał jeden z komentatorów u nas na blogu: do grania wystarczy B/X D&D – poprowadzisz na tym wszystko. I to, co się na tym prowadzi, jeśli ktoś chce, może udostępniać innym – od zasad i modułów po całe światy. Wszystko free i legalnie. Stąd np. retro-klony – wiadomo, że dzisiaj nikt nie wyda ponownie produktu będącego od lat “out-of-print”, a ktoś ma ochotę zobaczyć go w druku (tu POD rządzi) – legalnie.

    - no i oczywista oczywistość: OSR służy popularyzowaniu starych sposobów gry, zapomnianych systemów i akcesoriów do RPG, rozpowszechnia antykwaryczny wymiar tych gier, kolekcjonerstwo (bogata baza: The Acaeum / Noble Knight Games), archeologię różnych zjawisk i postaci w historii RPG, etc.


  11. Darken
    9 Grudzień, 2009
    @ 10:55

    Jarl,
    I teraz kwestia, czy walka jest o to, że coś jest prawdziwym RPG czy może ktoś zignorował rozwój hobby.


  12. Yubi
    9 Grudzień, 2009
    @ 10:57

    Ooo, “Prawdziwe RPG”… Czy my już tego nie przechodziliśmy? :-)


  13. Jarl
    9 Grudzień, 2009
    @ 11:58

    Darken

    No tak. I każdy ma prawo wybierać czy RPG to pierwsze 10-15 lat istnienia hobby czy obecna dekada i indiańskie eksperymenty. I to jest ten dalszy podział hobby + relatywizm i pluralizm. Grognarda nie przekonasz, że gry z obecnej dekady to RPG – bo i po co? Tak samo nie przekonasz dzisiejszych młodych RPG-owców, że granie z matrycą heksagonalną i garstką tabel losowych zamiast scenariusza to RPG. Ktoś gra przez ileś tam dekad wedle pierwotnych założeń – jego sprawa i ma prawo w 100% olewać Indian i różne współczesne hybrydy czy “koniecznie nowatorskie” kropki / zasady-wspierające-grę, etc.

    Poza tym – co do rozwoju – retrogamere, to nie koleś, który jak Tim Kask kompletnie ignorował wszystko, co wyszło od 77 roku. Wręcz przeciwnie, zazwyczaj trafiają tu ludzie, którzy są po prostu zblazowani tym, jak to nazywasz, “rozwojem hobby” lub projektanci gier, którzy chcą jeszcze zarobić na starych rzeczach, ale doskonale znają, co na rynku gra, a co nie. Jedyne co się rozwija (a i to raczej falami popularności niż stale) to biznes, bo “rozwojem hobby” nie można chyba nazwać zastosowania kropki zamiast dwucyfrowej liczby w rubryce Dexterity, uproszczeniu wielu starych sposobów grania do prostszego, bardziej zrozumiałego dla casuala stuffu czy graniu bez Mistrza obecnym już w połowie lat 70-tych. ;)

    Yubi
    Nie wiem, co tam w polish fundomie się przerabia/ło i jak to nad Wisłą wygląda, dla mnie roleplaying to roleplaying – takie, jak je opisywali, np. Arneson, Gary czy Hargrave – reszta mnie wali, ot wolność opinii. ;)


  14. Jarl
    9 Grudzień, 2009
    @ 12:15

    P. S. Tak jeszcze na marginesie – Nie kojarzę nikogo w OSR, kto w ogóle zajmował się czymś tak mało istotnym jak definicja RPG (a co za tym idzie “prawdziwe” RPG), RPG jako sztuka / teatr, RPG jako eskapizm, teoria RPG i cały ten bełkot pseudo-scjentystyczny i garażowa psychologia / filozofia. chodzi o tylko i wyłącznie fun popową papką – taka reakcja na coraz większe rozteoretyzowanie hobby. To taki dodatkowy “myślnik” do poprzednich.


  15. Darken
    9 Grudzień, 2009
    @ 13:51

    Ooo, “Prawdziwe RPG”… Czy my już tego nie przechodziliśmy?

    Wygonił leśniczy wilki z lasu, to mają niedosyt. :)

    Odpowiedz lepiej na moje wcześniejsze pytania, znad postu Jarla. :)


  16. Darken
    9 Grudzień, 2009
    @ 13:52

    Definicja hobby nie istnieje. To tylko subiektywna ocena pewnych grup, które coś uznają za rpg, a coś już nie. I tyle.


  17. Aureus
    9 Grudzień, 2009
    @ 15:02

    “Ałreósik”

    O stary.

    Co do książek – faktycznie, książki potrafią elegancko zastąpić metapłoty i settingi. Moja kampania L5K opiera się na kilku motywach wysączonych/bezczelnie zerżniętych z pierwszego tomu Pana Lodowego Ogrodu. I w sumie ze sztandarowym L5K niewiele to ma już wspólnego, ba – po siedmiu sesjach umarł cesarz i zaczął rozpadać się system klanów, ale jakoś gracze nie czują się oszukani.

    Dobry pomysł + dobra forma -> dobra inspiracja.


  18. Yubi
    9 Grudzień, 2009
    @ 16:08

    @Darken:
    “A właśnie, może inaczej. Do czego Ci są potrzebne te inspiracje? Kiedy i jak je potem wykorzystujesz?
    Do tworzenia swoich gier?
    Do grania w inne gry”

    Do obu. I jeszcze do teoretyzowania i wymądrzania się na RPGowcach :-)

    A poważniej – posłużę się przykładem. Co parę miesięcy napada mnie nostalgia i przeglądam sobie archiwa Portali i MiMów. Ostatnio taki napad miałem wiosną. Przeczytałem wówczas na nowo wszystko, co w MiMach wyszło do “Strefy Śmierci”. Zawsze strasznie podobał mi się ten pomysł (kampania? setting?) i zacząłem sobie myśleć o broniach, mogących tak zdewastować teren, jak było przedstawione w oryginalnym scenariuszu. Skojarzenie za skojarzeniem przeszedłem na temat “magiczna apokalipsa w fantasy”. Poszukałem, co w tej kwestii było robione na poletku RPG zarówno dawniej (Darksun), jak i ostatnio (np. Sundered Skies). Skończyło się na zakupie SS :-) . Przy okazji obadałem sobie jak wygląda Plot Point campaign oraz jak fajnie zbudować setting do Savage Worlds.

    Podczas tego całego procesu, trwającego jakieś 3-4 miesiące, powstały dwa zarysy kampanii, które leżą sobie spokojnie na dysku i czekają, aż przyjdzie na nie pora.

    Tak więc inspiracja w postaci Strefy Śmierci doprowadziła mnie nie tylko do wymyślenia własnych kampanii, ale także do kupienia konkretnych produktów.

    A tak przy okazji, Savage Worlds w/g mnie to dobra, nowoczesna mechanika do grania oldschoolowego :-)

    @Jarl
    “dla mnie roleplaying to roleplaying – takie, jak je opisywali, np. Arneson, Gary czy Hargrave – reszta mnie wali, ot wolność opinii.”

    Myślę, ze trzeba tu podkreślić tę wolność opinii. Nie ma czegoś takiego jak “prawdziwe RPG”, niech każdy gra jak mu najfajniej. W/g mnie RPG to to, co robią erpgowcy :-)

    @Aureus
    L5K i Pan Lodowego Ogrodu? Intieresnyje. Opowiedziałbyś pokrótce?


  19. poooq
    9 Grudzień, 2009
    @ 21:24

    Kiedy zaczynałem z grami fabularnymi, jedyne co mieliśmy to Kryształy Szyndlera. Było bosko. Setki godzin na maksymalnej adrenalinie, boskie poziomy i niezapomniana zabawa. Co sądzę teraz o “KC”? Za nic nie podjąłbym się prowadzenia. Dorwaliśmy Aphalon: kości topiły się rozgrzane przez rzuty, znowu tony zabawy… Przeczytałem Amber Zelaznego, w MiMie poleciał artykuł o dicelessach, graliśmy bez kostek. To była rewolucja i odkrycie. Co teraz sądzę o grach bezkostkowych? Nigdy więcej, lubię turlanie i zaklęcia. Sapkowski i OY. Prostackie zasady, zero świata, niepotrzebne rozdziały… Nasz sesje w tym systemie pamiętam do dzisiaj.
    Nawet w AD&D dobrze się bawiliśmy. A teraz, kiedy już nie gram (sporadycznie, raz na rok nie liczy się…) faktycznie o wiele surowiej oceniam podręczniki. Język, klimat snutych rozważań, mechanikę… Dorosłem, a razem ze mną moje wymagania. A gry rpg też dojrzały, ale w inną stronę. Jak z kumplami z podstawówki, teraz w większości to starsi, brzuchaci kolesie. Jak ja. Nie wiem czy mają jeszcze swoje k10. Ale wiem, że dobrze pamiętają Orchię i przygody na podstawie 20 tomu Conana albo “Z niewielką pomocą moich przyjaciół” . A słowo indie kojarzy im się z młodym Indianą.

    PS. Swoją pełną kolekcję Magii i Miecza (komplet aż do 96 roku) zamieniłem za podstawkę do Vampira z Sabatem. Teraz myślę, że był to jeden ze słabszych interesów w moim życiu.


  20. squid
    10 Grudzień, 2009
    @ 0:17

    “Poza tym w old schoolowym RPG chodzi o to, że za każdym razem, gdy rozpoczynasz nową “adventure path” lub nową grupę awanturników, tworzysz właściwie cały świat od podstaw i na nowo”

    Oj, a czy Gygax z Arnesonem przez przypadek nie grali z dzisiątkami drużyn w jednych settingach? ;)

    Co do ignorowania rozwoju: IMHO rozwój daje to, że pojawiają się nowe trendy i sposoby grania. Wynikiem tego jest dużo większy wybór stylów gry. Jeżeli chcesz grać w OD&D, to jest to taki sam wybór, jak granie w Warhammera, In A Wicked Age czy grę o zdychającym wielorybie. A grognardom zwyczajnie nie leżą nowe gry, choć wielu z nich po nie sięgało – przykładem Maliszewski z Grognardii, który tworzył dodatki np. do BESMa.

    Moim zdaniem możliwości rozwoju mainstreamowego RPG się wyczerpują. Gry w XXI wieku obejmują większość możliwych konwencji i światów, mamy – jak napisał Yubi – mnóstwo różnych wariantów mechanik. Pozostaje siadać i grać.


  21. Drozdal
    10 Grudzień, 2009
    @ 7:01

    Yubi

    Ja najbardziej tęsknię za “starym” brytyjskim pismem Arcane, które możliwe ze nie treścią, ale walorami produkcyjnymi do dzisiaj bije o głowę wszystkie magi do gier fabularnych.

    Opis kilku egzemparzy znajduje sie w bazie na rpg net (http://index.rpg.net/display-search.phtml?key=magazine&value=Arcane&type=pictures), a mi osobiscie brakuje dwóch ostatnich numerów. Można na pojedyńcze egzemplarze natrafić czasami na ebayu, tudzież w sklepach oferujące starze produkty do gier fabularnych. Jeżeli będziecie mieli okazje to polecam się z nimi zapoznać.

    Odnośnie nowszych pozycji – Thonahexus, fanzin do Harna dostarcza wszystko to o czym wspomniałeś powyżej z nawiązką, w bardzo przystepnej dla oka oprawie – niestety jedynie do gier low magic fantasy, ale zawsze to coś (http://www.designverket.se/thonahexus/).

    Co do napadów nostalgii – to ja ostatnio zaczynam kolekcjonować stare settingi do AD&D o których jedynie kiedyś czytałem w jednym ze starych numerów Mima (numer 7 albo 8). Napiszę pewnie coś o nich niedługo.

    Do usłyszenia.


  22. lucek
    10 Grudzień, 2009
    @ 22:19

    Yubi, ja to bym się piwka napił kiedyś i pogadał, co Ty na to? ;-)

    l.


  23. Yubi
    11 Grudzień, 2009
    @ 1:13

    Chętnie, tylko z czasem u mnie krucho.


  24. Yubi
    11 Grudzień, 2009
    @ 1:18

    @Drozdal

    Thonahexus jest żywy? Dziewiąty numer ma w stopce datę 2008…


  25. Drozdal
    12 Grudzień, 2009
    @ 22:41

    Yubi, Thonahexus żyje, ale zapewne wiesz jak jest z rzeczami robionymi przez fanów – wszystko zabiera masę czasu, kiedy nie robi sie tego za pieniądze.

    Na Forum lythii od czasu do czasu wyskakuja zapytania co do numeru 10-tego i klasyczna odpowiedzią jest “on sie robi” :)

    Cierpliwości :D


  26. Yubi
    13 Grudzień, 2009
    @ 0:23

    Dzięki. Będę cierpliwy.

Dodaj komentarz

© 2009 RPGowcy.pl. All Rights Reserved.

This blog is powered by Wordpress and a guitar player's free guitar lessons.